Na wstępie pragnę nadmienić iż zmieniam narrację. Jest to spowodowane tym, że od pewnego czasu posługuję się głównie tą 1-osobową, a więc będzie mi po prostu łatwiej wszystko opisywać. Poza tym Rozdział dedykuję Tajemniczej(Martynce c:) i Karolinie, a nie przedłużając.. ENJOY :3
Czy spotkaliście się kiedykolwiek z takim rodzajem czekania, podczas którego zaczynaliście odczuwać coraz większe znudzenie, ale mimo to nie byliście wstanie odejść? Tak jakby ktoś przytrzymywał was w miejscu za pomocą niewidzialnego łańcucha, który powoli zaczął oplatać całe wasze ciało, jednak był na tyle lekki, abyście nie byli w stanie go wyczuć?
Jeżeli tak to jesteście w pełni świadomi jak czułam się w tamtym momencie. Pomimo długiego czasu oczekiwania nikt nie raczył nawet podejść do drzwi. To było co najmniej dziwne, a przecież nie tak dawno rozmawiałam z mężczyzną, który powiedział, aby przyszłam właśnie pod ten adres! To było nie do pomyślenia.
Westchnęłam i tupnęłam nogą. Planowałam już stamtąd odejść przy okazji dzwoniąc do tamtego faceta. Chciałam wyjaśnić mu, że nie spodobał mi się jego żart i od razu zapytać dlaczego kazał mi tutaj przyjść, jeżeli sam nie raczył się pojawić. Nagle zauważyłam, że ze szparki znajdującej się pod drzwiami powoli zaczyna wydostawać się dym.
Zdezorientowana zapukałam jeszcze mocniej w drzwi, jednak te nie ustępowały. Spanikowałam i z całej siły uderzyłam w nie, ale na niewiele się to zdało.
Nie miałam pewności czy w środku nie ma jakiejś osoby, a dym wzbudził we mnie ogromny lęk. Do tego swąd spalenizny przyprawiał mnie o ciarki na całym ciele.
Niewiele myśląc pobiegłam po najbliższego sąsiada. Na moje szczęście otworzył już za pierwszym razem.
Był to młody mężczyzna o ostrych rysach twarzy i z lekkim zarostem. Jego włosy w kolorze kruczych piór były króciutko przycięte, a biorąc pod uwagę bliznę, którą posiadał na policzku myślałam, że trafiłam na jakiegoś gangstera.
- P-psze-przepraszam pana! - wypaliłam jak idiotka próbując się uspokoić. Na mojej twarzy pojawił się stosunkowo delikatny rumieniec, którego jednak mężczyzna wydawał się go nie zauważyć. Musiałam się ogarnąć i wreszcie poprosić go o pomoc. Prawdopodobnie nie mam wiele czasu, a teraz każda sekunda się liczyła.
Przez chwilę mężczyzna przyglądał mi się z obojętnym wyrazem twarzy i na jego twarzy wykwitł kpiący uśmieszek. Postanowił się odwrócić, ale ja nie mogłam mu na to pozwolić.
- P-pomocy! T-tam się ch-chyba p-pali !- wyjęczałam i bez namysłu chwyciłam rękę nieznajomego ciągnąc go w stronę drzwi z numerem 616.
Z początku czułam się jak idiotka, a on również musiał tak o mnie pomyśleć. Ba! Pewnie uważał mnie za wariatkę, która nie ma co robić, tylko pukać do obcych mieszkań, ale nie miałam czasu, żeby się nad sobą użalać. Teraz liczyło się tylko dowiedzieć co się dzieje w tamtym mieszkaniu.
Kiedy znaleźliśmy się przy drzwiach, które znajdowały się na końcu korytarza przystanęłam. Nie musiałam nawet nic mówić, gdyż zapach spalenizny stał się dotkliwszy, a dymu było zdecydowanie więcej.
On natychmiast zabrał się do dzieła i wyważył drzwi z taką siłą, że podskoczyłam ze strachu. Nie ukrywam był przerażający, ale jednocześnie pociągający.
Przez dym ciężko było dostrzec cokolwiek, gdyż był na tyle gęsty, że tylko światło słoneczne praktycznie nie przebijało się przez niego, a więc pokój był spowity w półciemności. Zaczęłam się krztusić, a wtedy zauważyłam kogoś leżącego na ziemi.
Nie mogłam krzyknąć, gdyż mężczyzna poszedł w przeciwną stronę pokoju, a więc musiałam sama jakoś zabrać stąd tą osobę, która okazała się młodą dziewczyną o farbowanych na ciemnozielony kolor, krótkich włosach. Miała delikatnie rysy twarzy, a na niej i reszcie ciała ślady sadzy, które ledwo dostrzegłam przez gęsty dym.
Chwyciłam ją za ręce i zaczęłam ciągnąc ją w stronę wyjścia, ale w tym samym momencie uświadomiłam sobie, że już długi czas wstrzymuje oddech i po prostu zaczęłam się dusić, a gdy otworzyłam usta, aby nabrać powietrza zakaszlałam opadając na zimną posadzkę. Pot spływał mi po twarzy, a obraz zaczął mi się rozmywać. Usłyszałam cichy odgłos karetki, a potem jakieś silne ręce uniosły mnie w górę i wyniosły z mieszkania. Byłam ledwo żywa, ale rysy twarzy wydały mi się charakterystyczne - to był ten sam mężczyzna, którego poprosiłam wcześniej pomoc w wyważeniu drzwi. Zaraz obok niego znajdowała się inna, niewyraźna postać, która prawdopodobnie miała na sobie coś, co przypominało mi strój lekarzy jeżdżących w karetkach. Powoli jednak zaczęłam tracić świadomość i opuściłam głowę na ramię nieznajomego.
Świat stał się czarny jak smoła. Już nie widziałam nic. Zemdlałam.
***
Obudziłam się w szpitalnym łóżku z podpiętą kroplówką. Czułam ogromną suchość i pieczenie w gardle, które nasilało się, gdy próbowałam powiedzieć cokolwiek.
Zamrugałam oczami i na wszelki wypadek uszczypnęłam się w rękę. To nie był sen. Naprawdę jestem w wielkim mieście, a przed chwilą uczestniczyłam w mini "akcji ratunkowej", która skończyła się tym, że zemdlałam. Nie powiem pięknie zaczęła się moja przygoda w tym mieście.
Coś jednak przykuło moją uwagę. Była to osoba, której wcześniej nie zauważyłam. Siedziała na krześle z przymrużonymi oczami i wydawało się, że śpi. I właśnie wtedy przeżyłam szok.
- Widzę, że już wstałaś - powiedział czarnowłosy mężczyzna przecierając swoje szare jak dym oczy. Teraz, gdy przyjrzałam mu się na spokojnie wydawał mi się dziwnie znajomy. Tylko co on tu robił?
niedziela, 18 maja 2014
piątek, 2 maja 2014
Rozdział I
Po dziesięciu minutach jazdy znalazła się na miejscu. Kto by pomyślał, że tak ogromne miasto może wywołać w niej taką ekscytację? To było nienormalne!
Wyszła z pociągu ciągnąc za sobą walizkę, w której miała sporą ilość rzeczy. Dopiero w tamtym momencie uświadomiła sobie, że jest jeden problem. Jest druga w nocy, a ona cierpiała na brak miejsca do spania, gdyż nie miała okazji na poszukiwania wolnych mieszkań. I co teraz zrobić?
Westchnęła cicho wychodząc ze stacji. Na dworze dalej szalał mróz. W pewnym momencie ogarnął ją dziwny zawrót głowy. Chwiejnym krokiem zbliżyła się do ściany przy okazji się o nią opierając.
Natychmiastowo złapała się za głowę.
- Co się dzieje? - powiedziała sama do siebie, kiedy świat zawirował jej przed oczami.
I wtedy ujrzała coś, co uratowało ją - toaleta publiczna. Śmieszne, nieprawdaż? Ale podczas takiego mrozu trzeba korzystać z każdego możliwego miejsca do ogrzania się. I o dziwo w tym mieście nawet wychodki były ogrzewane. Na jej twarzy pojawił się nikły uśmiech.
Gorąco ogarnęło jej ciało wywołując na nim przyjemne dreszcze. Ból głowy zmniejszył się momentalnie, więc mogła w spokoju stanąć na prostych nogach. I wtedy wpadła na szalony pomysł. Prześpi się właśnie w tym miejscu.
Tak naprawdę był to jedyny rozsądny wybór w tej sytuacji. Nie mając innego wyjścia weszła do jednej kabin ciągnąc za sobą walizkę. Następnie zamknęła drzwi i usiadła na toalecie, która na szczęście była zamknięte. Jej powieki powoli stawały się cięższe. Pomimo okropnego zapachu, który wydobywał się z kanalizacji Nana zasnęła dość szybko.
A śniło jej się... no właśnie co jej się śniło? Nic. A to było co najmniej dziwne. Ona zawsze miewała sny. Od tych normalnych, aż po te chore. Praktycznie wszystkie pamiętała.
Co, więc sprawiło, że akurat ten zapomniała? Tego prawdopodobnie nie dowie się nigdy.
Dziwnym było, że nikogo nie zaskoczyło dlaczego przez praktycznie całą noc kabina była zamknięta. Cóż duże miasta są wyjątkowo dziwne.
Dziwnym było, że nikogo nie zaskoczyło dlaczego przez praktycznie całą noc kabina była zamknięta. Cóż duże miasta są wyjątkowo dziwne.
W końcu obudziła się. Powoli podniosła swoje ciało z toalety przecierając oczy i jednocześnie nimi mrugając. Przez chwilę nie wiedziała gdzie jest, co tutaj robi. Myślałam, że pewnie dalej śpi, ale to było niemożliwe. Dopiero po kilku sekundach uświadomiła sobie, że już nie jest w domu.
Brawo dziewczyno. Zapomnieć o tym, że się wyjechało już dzień po tym. Rozumiem jakbyś się upiła czy coś. To miałabyś prawo tego nie pamiętać, ale po nocy w toalecie publicznej takie szczegóły nie powinny ci umykać - pomyślała uderzając się w czoło ręką.
Chwyciła walizkę i wtedy poczuła ogromny ból w nodze. Nie było to nic wielkiego, po prostu czuła się, jakby ktoś mocno ścisnął jej nogę. Po chwili to wrażenie zniknęło, a ona chwytając walizkę wyszła stamtąd.
Na niebie świeciło już słońce, a więc musiał być ranek, ewentualnie przedpołudnie. Dziewczyna wyjęła z kieszeni telefon. Była dokładnie godzina jedenasta.
Pierwsze co musiała zrobić dzisiejszego dnia - znaleźć tanie mieszkanie. Do wykonania tego potrzebne były ogłoszenia. Niestety to był właśnie problem.
Stacja kolejowa znajdowała się na obrzeżach miasta, więc droga do centrum zajęła jej około trzydziestu minut.
Gdy znalazła się tam zaczęło się rozpaczliwe poszukiwanie mieszkań do wynajęcia. Niestety nie było tam żadnych. Mróz sprawiał, że Nana czuła się coraz gorzej, choć i tak był mniejszy niż poprzedniego dnia. Byleby tylko nie rozchorowała się. Przecież nie ma się gdzie podziać!
Ze zrezygnowaną miną pokierowała się na wschód, w stronę małej kafejki i wtedy wyraz jej twarzy zmienił się z przygnębionego na zdziwiony, ale szczęśliwy. Na szybie wisiało ogłoszenie, którego tak rozpaczliwie poszukiwała.
Natychmiast wyjęła telefon i wstukała tam numer z ogłoszenia. Było już dziesięć minut po pierwszej. Za pierwszym razem odezwała się poczta głosowa, mimo to dziewczyna nie poddawała się. Po trzeciej próbie w słuchawce odezwał się męski głos.
- Słucham? - zapytał. Wnosząc po jego tonie był to mężczyzna dojrzały. Zapewne trzydzieści/czterdzieści lat.
-Dzień Dobry. Ja w sprawie ogłoszenia- odparła Nana uradowanym tonem. Nikt chyba nie wiedział jaką radość sprawił jej ten odebrany telefon.
-Ah, więc o to chodzi! Co powie pani na spotkanie już na miejscu i to dzisiaj? Uważam, że nie ma co dyskutować przez telefon, a tak będzie od razu możliwość obejrzenia go. Ulica Grentoffa III. Budynek rzuca się w oczy, a mieszkanie znajduje się na samej górze. Gwarantuję, że nie pożałuje pani tej decyzji - powiedział nieznajomy.
To nie było normalne, że nieznajoma osoba proponuje jej spotkanie. Gdyby teraz tam poszła kto wie, co mogłoby się stać?
Wiele myśli zaczęło krążyć po głowie dziewczyny, a ta zaczęła się bać nie na żarty. Mimo że potrzebowała mieszkania od zaraz to coś jej tu nie pasowało.
Najgorsze było jednak to, że sama nie chciała tam iść, a nie znała w tym mieście nikogo. Co teraz zrobić?
Niestety Nana była wyjątkowo naiwną istotą. Pomimo swojego wieku oszukanie jej nie stanowiło większego problemu. Szczególnie jeżeli było się mężczyzną.
Powinna odmówić i poszukać czegoś innego, ewentualnie poprosić, żeby to spotkanie odbyło się w innym miejscu. Można też było iść po prostu do urzędu i iść sprawdzić to wraz z jednym jego pracownikiem, ale z tym według niej byłoby za dużo roboty.
Wyjęła kartkę i zapisała tam adres.
- Dobrze, dziękuje. Do zobaczenia - odparła, po czym się rozłączyła.
Prawie zaczęła skakać z radości , ale dobre maniery nie pozwoliły jej na wykonanie tej szalonej czynności.
Jedyne co jej pozostało to ruszyć w stronę owej ulicy. Tylko, że nie wiedziała gdzie ona się znajduje.
W ponownym dołku weszła do budynku, w którym znajdowała się kawiarenka. Podeszła do lady zamawiając caffe latte.
- Przepraszam, nie wie pan jak dojść do ulicy Grentoffa III? - zapytała kasjera przy okazji podając mu odpowiednią kwotę pieniędzy za napój.
- Oczywiście, że wiem jak tam dojść -odparł sympatyczny młodzieniec. Na oko miał z osiemnaście lat i gdyby nie to, że Nanie zależało tylko na adresie prawdopodobnie już zaczęłaby się za niego zabierać.
- Przy wyjściu proszę skręcić w lewo, następnie niech pani przejdzie przez ulicę i skręci w prawo. Potem już tylko cały czas prosto i będzie pani na miejscu - powiedział przy okazji podając jej kawę.
- Dziękuje bardzo! - odparła z radosnym uśmiechem i usiadła przy jednym ze stolików. Życie w tym mieście zapowiadało się ciekawie.
Powoli zaczęła sączyć owy napój przy okazji rozmyślając o spotkaniu z właścicielem mieszkania. Interesowało ją jaki on jest, czy ma pracę, rodzinę i różne takie rzeczy.
Gdy skończyła, kubek zostawiła na stoliku, a swoje kroki skierowała ku wyjściu. Wreszcie nadszedł czas na zobaczenie mieszkania.
Ruszyła wedle wskazówek kasjera i już po pięciu minutach drogi znalazła się na miejscu. Powoli zaczęła wypatrywać tego wyróżniającego się budynku.
Nagle kichnęła głośno i zaczęła się trząść. Nie chciała być chora już pierwszego dnia w nowym mieście, a zapowiadało się na to, że jednak taka będzie.
Nagle zauważyła coś, co zdecydowanie wyróżniało się w tamtejszej okolicy.
Stanęła przed budynkiem, który był wyjątkowo piękny. Architektura wydawała się dziwna i nie pasująca kompletnie do dzisiejszych czasów. Wyglądało to niczym średniowieczna budowla. W żadnym stopniu natomiast nie przypominał reszty budynków w tym mieście. To wywołało kolejne wątpliwości. Jednak teraz nie zamierzała zrezygnować. Musiała zebrać się i zrobić to.
Powoli otworzyła drzwi i weszła do środka. Następnie po schodach udała się do góry i stanęła przed drzwiami numer trzynaście.
Cicho zapukała czekając na odpowiedź.
Chwyciła walizkę i wtedy poczuła ogromny ból w nodze. Nie było to nic wielkiego, po prostu czuła się, jakby ktoś mocno ścisnął jej nogę. Po chwili to wrażenie zniknęło, a ona chwytając walizkę wyszła stamtąd.
Na niebie świeciło już słońce, a więc musiał być ranek, ewentualnie przedpołudnie. Dziewczyna wyjęła z kieszeni telefon. Była dokładnie godzina jedenasta.
Pierwsze co musiała zrobić dzisiejszego dnia - znaleźć tanie mieszkanie. Do wykonania tego potrzebne były ogłoszenia. Niestety to był właśnie problem.
Stacja kolejowa znajdowała się na obrzeżach miasta, więc droga do centrum zajęła jej około trzydziestu minut.
Gdy znalazła się tam zaczęło się rozpaczliwe poszukiwanie mieszkań do wynajęcia. Niestety nie było tam żadnych. Mróz sprawiał, że Nana czuła się coraz gorzej, choć i tak był mniejszy niż poprzedniego dnia. Byleby tylko nie rozchorowała się. Przecież nie ma się gdzie podziać!
Ze zrezygnowaną miną pokierowała się na wschód, w stronę małej kafejki i wtedy wyraz jej twarzy zmienił się z przygnębionego na zdziwiony, ale szczęśliwy. Na szybie wisiało ogłoszenie, którego tak rozpaczliwie poszukiwała.
Natychmiast wyjęła telefon i wstukała tam numer z ogłoszenia. Było już dziesięć minut po pierwszej. Za pierwszym razem odezwała się poczta głosowa, mimo to dziewczyna nie poddawała się. Po trzeciej próbie w słuchawce odezwał się męski głos.
- Słucham? - zapytał. Wnosząc po jego tonie był to mężczyzna dojrzały. Zapewne trzydzieści/czterdzieści lat.
-Dzień Dobry. Ja w sprawie ogłoszenia- odparła Nana uradowanym tonem. Nikt chyba nie wiedział jaką radość sprawił jej ten odebrany telefon.
-Ah, więc o to chodzi! Co powie pani na spotkanie już na miejscu i to dzisiaj? Uważam, że nie ma co dyskutować przez telefon, a tak będzie od razu możliwość obejrzenia go. Ulica Grentoffa III. Budynek rzuca się w oczy, a mieszkanie znajduje się na samej górze. Gwarantuję, że nie pożałuje pani tej decyzji - powiedział nieznajomy.
To nie było normalne, że nieznajoma osoba proponuje jej spotkanie. Gdyby teraz tam poszła kto wie, co mogłoby się stać?
Wiele myśli zaczęło krążyć po głowie dziewczyny, a ta zaczęła się bać nie na żarty. Mimo że potrzebowała mieszkania od zaraz to coś jej tu nie pasowało.
Najgorsze było jednak to, że sama nie chciała tam iść, a nie znała w tym mieście nikogo. Co teraz zrobić?
Niestety Nana była wyjątkowo naiwną istotą. Pomimo swojego wieku oszukanie jej nie stanowiło większego problemu. Szczególnie jeżeli było się mężczyzną.
Powinna odmówić i poszukać czegoś innego, ewentualnie poprosić, żeby to spotkanie odbyło się w innym miejscu. Można też było iść po prostu do urzędu i iść sprawdzić to wraz z jednym jego pracownikiem, ale z tym według niej byłoby za dużo roboty.
Wyjęła kartkę i zapisała tam adres.
- Dobrze, dziękuje. Do zobaczenia - odparła, po czym się rozłączyła.
Prawie zaczęła skakać z radości , ale dobre maniery nie pozwoliły jej na wykonanie tej szalonej czynności.
Jedyne co jej pozostało to ruszyć w stronę owej ulicy. Tylko, że nie wiedziała gdzie ona się znajduje.
W ponownym dołku weszła do budynku, w którym znajdowała się kawiarenka. Podeszła do lady zamawiając caffe latte.
- Przepraszam, nie wie pan jak dojść do ulicy Grentoffa III? - zapytała kasjera przy okazji podając mu odpowiednią kwotę pieniędzy za napój.
- Oczywiście, że wiem jak tam dojść -odparł sympatyczny młodzieniec. Na oko miał z osiemnaście lat i gdyby nie to, że Nanie zależało tylko na adresie prawdopodobnie już zaczęłaby się za niego zabierać.
- Przy wyjściu proszę skręcić w lewo, następnie niech pani przejdzie przez ulicę i skręci w prawo. Potem już tylko cały czas prosto i będzie pani na miejscu - powiedział przy okazji podając jej kawę.
- Dziękuje bardzo! - odparła z radosnym uśmiechem i usiadła przy jednym ze stolików. Życie w tym mieście zapowiadało się ciekawie.
Powoli zaczęła sączyć owy napój przy okazji rozmyślając o spotkaniu z właścicielem mieszkania. Interesowało ją jaki on jest, czy ma pracę, rodzinę i różne takie rzeczy.
Gdy skończyła, kubek zostawiła na stoliku, a swoje kroki skierowała ku wyjściu. Wreszcie nadszedł czas na zobaczenie mieszkania.
Ruszyła wedle wskazówek kasjera i już po pięciu minutach drogi znalazła się na miejscu. Powoli zaczęła wypatrywać tego wyróżniającego się budynku.
Nagle kichnęła głośno i zaczęła się trząść. Nie chciała być chora już pierwszego dnia w nowym mieście, a zapowiadało się na to, że jednak taka będzie.
Nagle zauważyła coś, co zdecydowanie wyróżniało się w tamtejszej okolicy.
Stanęła przed budynkiem, który był wyjątkowo piękny. Architektura wydawała się dziwna i nie pasująca kompletnie do dzisiejszych czasów. Wyglądało to niczym średniowieczna budowla. W żadnym stopniu natomiast nie przypominał reszty budynków w tym mieście. To wywołało kolejne wątpliwości. Jednak teraz nie zamierzała zrezygnować. Musiała zebrać się i zrobić to.
Powoli otworzyła drzwi i weszła do środka. Następnie po schodach udała się do góry i stanęła przed drzwiami numer trzynaście.
Cicho zapukała czekając na odpowiedź.
Subskrybuj:
Posty (Atom)