niedziela, 18 maja 2014

Rozdział II

Na wstępie pragnę nadmienić iż zmieniam narrację. Jest to spowodowane tym, że od pewnego czasu posługuję się głównie tą 1-osobową, a więc będzie mi po prostu łatwiej wszystko opisywać. Poza tym Rozdział dedykuję Tajemniczej(Martynce c:) i Karolinie, a nie przedłużając.. ENJOY :3

Czy spotkaliście się kiedykolwiek z takim rodzajem czekania, podczas którego zaczynaliście odczuwać coraz większe znudzenie, ale mimo to nie byliście wstanie odejść? Tak jakby ktoś przytrzymywał was w miejscu za pomocą niewidzialnego łańcucha, który powoli zaczął oplatać całe wasze ciało, jednak był na tyle lekki, abyście nie byli w stanie go wyczuć?
Jeżeli tak to jesteście w pełni świadomi jak czułam się w tamtym momencie. Pomimo długiego czasu oczekiwania nikt nie raczył nawet podejść do drzwi. To było co najmniej dziwne, a przecież nie tak dawno rozmawiałam z mężczyzną, który powiedział, aby przyszłam właśnie pod ten adres! To było nie do pomyślenia.
Westchnęłam i tupnęłam nogą. Planowałam już stamtąd odejść przy okazji dzwoniąc do tamtego faceta. Chciałam wyjaśnić mu, że nie spodobał mi się jego żart i od razu zapytać dlaczego kazał mi tutaj przyjść, jeżeli sam nie raczył się pojawić. Nagle zauważyłam, że ze szparki znajdującej się pod drzwiami powoli zaczyna wydostawać się dym.
Zdezorientowana zapukałam jeszcze mocniej w drzwi, jednak te nie ustępowały. Spanikowałam i z całej siły uderzyłam w nie, ale na niewiele się to zdało.
Nie miałam pewności czy w środku nie ma jakiejś osoby, a dym wzbudził we mnie ogromny lęk. Do tego swąd spalenizny przyprawiał mnie o ciarki na całym ciele.
Niewiele myśląc pobiegłam po najbliższego sąsiada. Na moje szczęście otworzył już za pierwszym razem.
Był to młody mężczyzna o ostrych rysach twarzy i z lekkim zarostem. Jego włosy w kolorze kruczych piór były króciutko przycięte, a biorąc pod uwagę bliznę, którą posiadał na policzku myślałam, że trafiłam na jakiegoś gangstera.
- P-psze-przepraszam pana! - wypaliłam jak idiotka próbując się uspokoić. Na mojej twarzy pojawił się stosunkowo delikatny rumieniec, którego jednak mężczyzna wydawał się go nie zauważyć. Musiałam się ogarnąć i wreszcie poprosić go o pomoc. Prawdopodobnie nie mam wiele czasu, a teraz każda sekunda się liczyła.
Przez chwilę mężczyzna przyglądał mi się z obojętnym wyrazem twarzy i na jego twarzy wykwitł kpiący uśmieszek. Postanowił się odwrócić, ale ja nie mogłam mu na to pozwolić.
- P-pomocy! T-tam się ch-chyba p-pali !- wyjęczałam i bez namysłu chwyciłam rękę nieznajomego ciągnąc go w stronę drzwi z numerem 616.
Z początku czułam się jak idiotka, a on również musiał tak o mnie pomyśleć. Ba! Pewnie uważał mnie za wariatkę, która nie ma co robić, tylko pukać do obcych mieszkań, ale nie miałam czasu, żeby się nad sobą użalać. Teraz liczyło się tylko dowiedzieć co się dzieje w tamtym mieszkaniu.
Kiedy znaleźliśmy się przy drzwiach, które znajdowały się na końcu korytarza przystanęłam. Nie musiałam nawet nic mówić, gdyż zapach spalenizny stał się dotkliwszy, a dymu było zdecydowanie więcej.
On natychmiast zabrał się do dzieła i wyważył drzwi z taką siłą, że podskoczyłam ze strachu. Nie ukrywam był przerażający, ale jednocześnie pociągający.
Przez dym ciężko było dostrzec cokolwiek, gdyż był na tyle gęsty, że tylko światło słoneczne praktycznie nie przebijało się przez niego, a więc pokój był spowity w półciemności. Zaczęłam się krztusić, a wtedy zauważyłam kogoś leżącego na ziemi. 
Nie mogłam krzyknąć, gdyż mężczyzna poszedł w przeciwną stronę pokoju, a więc musiałam sama jakoś zabrać stąd tą osobę, która okazała się młodą dziewczyną o farbowanych na ciemnozielony kolor, krótkich włosach. Miała delikatnie rysy twarzy, a na niej i reszcie ciała ślady sadzy, które ledwo dostrzegłam przez gęsty dym.
Chwyciłam ją za ręce i zaczęłam ciągnąc ją w stronę wyjścia, ale w tym samym momencie uświadomiłam sobie, że już długi czas wstrzymuje oddech i po prostu zaczęłam się dusić, a gdy otworzyłam usta, aby nabrać powietrza zakaszlałam opadając na zimną posadzkę. Pot spływał mi po twarzy, a obraz zaczął mi się rozmywać. Usłyszałam cichy odgłos karetki, a potem jakieś silne ręce uniosły mnie w górę i wyniosły z mieszkania. Byłam ledwo żywa, ale rysy twarzy wydały mi się charakterystyczne - to był ten sam mężczyzna, którego poprosiłam wcześniej pomoc w wyważeniu drzwi. Zaraz obok niego znajdowała się inna, niewyraźna postać, która prawdopodobnie miała na sobie coś, co przypominało mi strój lekarzy jeżdżących w karetkach. Powoli jednak zaczęłam tracić świadomość i opuściłam głowę na ramię nieznajomego. 
Świat stał się czarny jak smoła. Już nie widziałam nic. Zemdlałam.

***

Obudziłam się w szpitalnym łóżku z podpiętą kroplówką. Czułam ogromną suchość i pieczenie w gardle, które nasilało się, gdy próbowałam powiedzieć cokolwiek. 
Zamrugałam oczami i na wszelki wypadek uszczypnęłam się w rękę. To nie był sen. Naprawdę jestem w wielkim mieście, a przed chwilą uczestniczyłam w mini "akcji ratunkowej", która skończyła się tym, że zemdlałam. Nie powiem pięknie zaczęła się moja przygoda w tym mieście.
Coś jednak przykuło moją uwagę. Była to osoba, której wcześniej nie zauważyłam. Siedziała na krześle z przymrużonymi oczami i wydawało się, że śpi. I właśnie wtedy przeżyłam szok.
- Widzę, że już wstałaś - powiedział czarnowłosy mężczyzna przecierając swoje szare jak dym oczy.  Teraz, gdy przyjrzałam mu się na spokojnie wydawał mi się dziwnie znajomy. Tylko co on tu robił?

2 komentarze:

  1. Pierwsza xD Super jak zawsze i czekam na autograf... możesz pocztą przesłać... a tak i dzięki śliczne za dedykacje :*

    OdpowiedzUsuń
  2. Ekhem... dzisiaj jest 23 czerwca... ile mam czekać na rozdział???
    Wgl ciągle czekam na autograf

    OdpowiedzUsuń